niedziela, 15 kwietnia 2018

sobota, 7 kwietnia 2018

Zachód... nieco inny

W drodze po zakupy zatrzymał mnie zachód słońca nad juchnowieckim cmentarzem. Światło w oknach cmentarnej kaplicy i zapalona lampa, jakby zapalona... Zaparkowałam, wyjęłam aparat i podchodziłam coraz bliżej i bliżej...











czwartek, 5 kwietnia 2018

Wiosna, ach, to ty?

Wczoraj poczułam, że wreszcie przyszła wiosna. Samochód, do którego wsiadłam, był ciepły i trzeba było włączyć wietrzenie zamiast ogrzewania. Hurra! Poza tym moi uczniowie rozumieją, co to jest tautologia! Śmieją się z cofania się do tyłu, spadania w dół i faktów autentycznych. Czasem potrafią mnie zaskoczyć. 

Dziś po raz pierwszy wyskoczyłam po zakupy bez płaszcza, w polarku. Nie zmarzłam, ach! I jeszcze jedna niespodzianka - przed Brończanami pod samochód wbiegł mi bażant! Niewiele brakowało, ale hamulce w miarę sprawne... Śliczny, z intensywnie turkusowym kołnierzykiem i błyszczącymi brązowymi piórkami. Trzeba się w tych okolicach z aparatem w krzakach zaczaić...

Poza wiosennymi sprawkami to we wtorek, ten ostatni, poświąteczny, byłam na koncercie w OiFP - 12 tenorów. Bardzo miła rozrywka, i zabawnie, i wzruszająco, i do poskakania, i do ponucenia. Aranżacje pierwsza klasa, warto - mimo ceny. :)

A wczoraj dotarliśmy na "Władców", spektakl powstały w kooperacji teatrów Klepisko i Latarnia. Mocny teatr, żadna pusta rozrywka, żadna komedia. Młodzi aktorzy dotykają największych tragedii, szukają przyczyn, przyglądają się konstrukcji człowieka i pytają - co zrobić, żeby się nie powtórzyło. Wyszliśmy zszokowani stwierdzając, że kiedy się w środę spotkamy, musimy spektakl przegadać.

A w sobotę za tydzień mamy zarezerwowane bilety na "Słomkowy kapelusz" w reżyserii mojego ulubionego Pawła Aignera, ulubionego od wieków, a dokładnie od spektaklu w BTL "Cyrano de Bergerac". Tu nastawiam się na rozrywkę i śmiech.

Pracuję nad scenariuszem nowego spektaklu Trylobitu. Zdradzę jedynie, że będzie znacznie poważniej niż do tej pory. Może dojrzeliśmy do czegoś poważniejszego, a na pewno potrzebujemy zmiany repertuaru.

Trochę piszę.

To wszystko, moi drodzy znajomi i przyjaciele królika. Niech Wam się dobrze wiośnieje. :)

sobota, 31 marca 2018

I święta znowu...

Zabrakło mi ostatnio zapału, chęci, czasu na regularne zapiski. Może dlatego, że czas mijał w miarę spokojnie, trochę się różności czytało, trochę szkoliło, odrobinkę pisało, a najwięcej - pracowało. Ponieważ karnawał w tym roku krótki był, szybko przyszedł Wielki Post i jakoś nagle zrobił się przedświąteczny tydzień. Wciąż było zimno i zimno, a dziś wreszcie nieco mgliste słońce. I naprawdę czuję wiosnę. Tęsknię za słońcem, za ciepłem. Te zimy z ostatnich lat, ponure, ciemne, deszczowe nie poprawiają samopoczucia, oj nie. Lubię słoneczne i śnieżne dni, jeżeli już mamy znosić zimę. 

Po drodze do sklepu na "zapomniane" zakupy zajechałam do naszego kościoła, chwilę przyklękłam przed Grobem Pańskim. Taki zwyczaj wprowadził nasz proboszcz, że kolejne święta przygotowują kolejne wsie. Niektórzy psioczą, narzekają, marudzą i po prostu nie przychodzą do pomocy. Ale zawsze zbierze się grupa, która dzielnie pracuje. A jaka później satysfakcja! Moja miejscowość odpowiadała ostatnio za żłóbek - zdarza się raz na kilka-kilkanaście lat. Grób w tym roku zaś przygotowała sąsiednia wieś - specjalnie dziś wzięłam aparat fotograficzny, zdjęcie zrobione. 

Do zdjęcia dołączam życzenia - miejcie się dobrze, czas niechaj zwolni, bądźcie dla siebie nawzajem życzliwi, śmiejcie się radośnie. A wszystkim niech nie zabraknie nadziei - jak bez niej żyć? Dobre słowo wierzącym i niewierzącym, świętującym i nieświętującym. Świata bez nienawiści, codzienności bez nienawiści, moi drodzy przyjaciele, znajomi, rodzino.


środa, 24 stycznia 2018

Czas najwyższy...

Czas najwyższy na nowy post w nowym roku. Miesiąc temu, w wigilię składałam życzenia. Miesiąc temu! Że tak se westchnę niekoniecznie odkrywczo - ach, jak ten czas mija... Popatrzę więc sobie sentymentalnie-melancholijnie-refleksyjnie na przemijający styczeń. 

W końcu spadł śnieg i ucieszył mnie, wiem, wiem - śniegi, lody, mrozy... czapki, rękawice, przemakające buty... Nie szkodzi, zima jest piękna właśnie w śniegu, dobrze, że trochę mrozu i śniegu. Obawiam się jednak, że nie za wiele... No ale wcześniej był sylwester u Jo i ładna droga na Warmię i z powrotem, sylwester dostaje plusa! Czy sylwester słyszał?! 

Przez kilka miesięcy starego roku razem z zespołem nauczycieli ćwiczyliśmy sobie śpiewanie i wystąpiliśmy na kolędowaniu w naszym ośrodku kultury. Se pośpiewaliśmy - ciepło, świątecznie, radośnie...

A na przełomie roku, zanotowane jako 2017, ukazały się nowe książki, których autorów trochę wspierałam - Krzysztofa Olszewskiego "z niczego w nic" - wystąpiłam jako "konsultacje literackie". W czasie prowadzenia w ubiegłym roku warsztatów literackich pogadaliśmy z Krzyśkiem trochę o literaturze. Trochę. :) W nowym roku było spotkanie w UwB i stremowany autor - debiutant. Dobry to debiut i sądzę, że tylko malutkie początki tego, co potrafi Krzysztof. Jeden Krzysztof i drugi Krzysztof, Puławski, z przeciekawą rzeczą - tomem poezji "Martwiątka" - Edward Lear zaciera z pewnością ręce, tak bliska tym rejonom poezja Krzyśka. Smakowita - razem z Januszem redaktorowaliśmy tę książkę. I - kolejna miła wiadomość - "Martwiątka" nominowane do Nagrody Literackiej Prezydenta Miasta Białegostoku im. Wiesława Kazaneckiego. Czekamy na werdykt ostateczny.

Kolejna sprawka, spraweczka to Trylobit i "Parostatek". Graliśmy tu i ówdzie, a w najbliższą sobotę powtarzamy spektakl w naszym ośrodku kultury. Kto nie widział, zapraszam! Nie dość, że spektakl zdaje się całkiem sympatyczny (powtarzam głosy widzów ;)), to w Magazynie Kuriera Porannego w ostatni piątek cała rozkładówka nasza! Wojtek Wojtkielewicz robił zdjęcia, Jerzy Doroszkiewicz wypytał nas i napisał taaaaaki artykuł. A na dodatek właśnie się dowiedzieliśmy, że Trylobit otrzymał nominację do naszej malutkiej lokalnej nagrody.

A fejsbuk rzekł, że moje posty zostały polubione 42 000 razy. I zastanawiam się - dużo to czy mało. :)

A poza tym - praca, koniec semestru, wystawianie ocen, ferie, a w czasie ferii - przygotowanie nowego semestru. Samo życie.No wiem, wiem, pytacie co tam prywatnie u mnie, ale takie rzeczy to na ucho, na ucho... Dobrego roku życzę!


niedziela, 24 grudnia 2017

Życzenia


Wklejam zdjęcie, które mnie nieustannie porusza: nasz jasełkowy Józef, który gładzi główkę śpiącego Dzieciątka i wpatrzona w Dzieciątko nasza jasełkowa Matka Boska. Nie potrafię dziś wysławiać się długo i mądrze. Taka jestem rozklejona światem, który krzywdzi kogo popadnie, a jednocześnie krzywdzi sam siebie. Taka jestem bezradna w tym świecie. Niech ten cud Świętej Nocy sprawi, że nie będziemy bezradni, a świat wyrzecze się krzywd. Boże, który dotykasz serc ludzkich, przemień je, ucisz huragany, daj dobry sen i nie zabieraj nadziei. Tak sobie proszę po cichu dla Was, jeżeli tego potrzebujecie.

niedziela, 10 grudnia 2017

Rozbić słoik dzemu z czerwonych owoców

Znów rozbiłam lusterko. Mam wrażenie, że co kilka lat (może nawet co 7) tłukę kolejne. Wmawiam sobie wtedy, oczywiście, że nic się nie stało. I że nie wierzę w żadne przesądy. Z tą wiarą jest różnie - kiedy czarny kot przebiegnie mi drogę, nie zawracam auta, ale "pod rozkraką" staram się nie przechodzić (czytałam kiedyś w "Charakterach", że nie przechodzi się pod wszelkimi słupami, ogłoszeniami itp., ponieważ zgarnia się problemy, nieszczęścia, złe fluidy wszystkich, którzy je tam wcześniej zostawili; no ale w sumie dlaczego mam zabrać, a nie pozostawić?). Nie pluję przez lewe ramię, kiedy rozsypię sól, ale czuję się nieswojo i natychmiast zbieram. Nieważne. Lusterko poszło wprawdzie nie w drobny mak, ale wydłużone trójkątne kawałki - jakby stworzone do podcinania żył. Albo wbijania prosto w serce. Pewnie dlatego śniły mi się później sceny z horrorów pełne krwi. 

Obudziłam się bardziej zmęczona niż wieczorem. Lusterko. A już myślałam, że przede mną pasmo samych sukcesów i radości. Może bym szybko zapomniała, bo nieszczęsne szczątki wylądowały w koszu, gdy okazało się, że odczuwam  - jak to powiedzieć - skutki? Pewien przyjaciel, wieloletni, nagle się obraził. Na dodatek nie wiem za co. Nie odzywa się, spotkany odpowiada półsłówkami i z dystansem... I cóż mogę zrobić? Pech lusterkowy? W pracy nagle coś się sypie, nieszczęście, nie nadążam z całokształtem, a przede mną jeszcze więcej roboty. Pech lusterkowy! To nie wszystko. Mama ląduje w szpitalu. I wprawdzie ta sytuacja wyparła wszelkie wcześniejsze problemy, ale czasu nie przybywa, wręcz przeciwnie. A tu święta, jakieś zakupy, we wszelkich marketach czysty szał, jakby życzliwie nam panujący rząd zamierzał zabronić sprzedaży od wigilii do nowego roku. Zamiast więc stać w kilometrowych kolejkach, zajeżdżam do Biedronki na granicy miasta, gdzie nie odczuwa się aż takiej gorączki - zaledwie podwyższona temperatura. 

Woda, ogórki, olej z pestek winogron. Maślanka, banany, szpinak (koktajl palce lizać). Przypominam biały ser czekający w lodówce. Dobieram słoiczek dżemu z czerwonych owoców. Wszystko trzymam w rękach i kiedy przeglądam świąteczne ozdoby, słyszę dziwny plask, taki szklano-paćkowaty. I oto u stóp spoczywa, na szczęście nie rozbryźnięty na wszystkie strony, czerwony kleks okraszony posłoikowym szkłem. Rozglądam się, nikt nie patrzy, mam pokusę, żeby stamtąd czym prędzej uciekać - przerażone wypadkiem dziecko. I w tym momencie dostaję ataku śmiechu, ataku-głupawki, takiego samego, jakiego dostałam z bratową w piątek o 23.00, kiedy po prawie 7 godzinach na SORze, tunelem pod Skłodowską (jakkolwiek to brzmi) przewoziliśmy z sanitariuszem mamę, żeby zainstalować chorą na oddziale (na szczęście na obserwację). I kiedy zobaczyłam w tunelu napis MAGAZYN UBRAŃ CHORYCH, zapytałam, gdzie się znajduje MAGAZYN UBRAŃ ZDROWYCH. I gdzie się leczy chore ubrania?

W tej głupawce odnajduję panią z obsługi i pytam, czy zapłacić za słoik - pani się śmieje, obwieszcza, że "nie płaci się, a ona zaraz sprzątnie". Dobieram drugi słoik, kasa, płacę, pakuję, w autku siadam za kierownicą i myślę - a może ten malinowy słoiczek stłuczony w biedronce jest antidotum na lusterkowego pecha? I tego zamierzam się trzymać!