czwartek, 24 sierpnia 2017

sny rzeczy zapomnianych



za chwilę wrzesień i wieczorami świat bywa nieopowiedziany
jak tryptyk: światło, czas i barwa. przychodzą wtedy inne wrześnie,
przysiadają przy stole i przez ściany herbacianych dzbanków patrzą,

pytają, co się śni ostatnio. a w snach (tych) rzeczy zapomniane: książki
„poczytaj mi, mamo”, złote dziecięce popołudnia w sierpniach,
czerwone rowerki na piaszczystych ścieżkach, szkiełka i kamyki,
bladoróżowe płatki dzikiej róży. kołnierzyki przy sarafanach

najczęściej śnią się nad ranem. moje drogie wrześnie (odpowiadam)
i wy się śnicie, co roku piękniejsze, co roku was więcej, lubię,
kiedy któryś z was się kręci, nie śpieszy się, mieści w czasie
czy niedoczasie, w słowach się mieści i w niedomówieniach,

kiedy się zmienia świat, kiedy świat mnie zmienia co roku
dodając szkiełko, kamyk, różę, dwie ścieżki.

środa, 16 sierpnia 2017

Morze, nasze morze...

Za mną wspaniałe spotkanie. Wyobraźcie sobie, że ze wszystkich stron Polski (i nie tylko!) przybywają ludzie, żeby ze sobą pobyć. Połączyła nas literatura, a tuż za moment przyjaźnie, sympatie i wspomnienia. I teraz już nie mamy wyjścia - co parę miesięcy coś nas przymusza, żeby obrać ten sam kierunek. Tym razem skusił nas Gdańsk. Trochę zdjęć z wędrówki.

























niedziela, 6 sierpnia 2017

Zachody i odloty

Wyraźnie czuję, że mam w końcu trochę czasu wolnego. Podczytuję sobie fejsbukowe opowieści, pogaduję ze znajomymi, spotykam się z ludźmi, gram w literaki, griluję się (jakkolwiek to brzmi)... Skończyłam biograficzną książkę o czterech córkach ostatniego cara (bardzo smutna, poruszająca) i zaczęłam autobiografię Wisłockiej. I mam czas na spacery. Dziś - proszę bardzo, jeszcze zdążyłam w czasie zachodzącego słońca pospacerować moją ulubioną trasą "do torów". Niestety, zasmuciłam się nagle - usłyszałam jakieś ptasie gęganie, a nad horyzontem pojawił się klucz. Boćki zdaje się brzmią inaczej. Kaczki? Gęsi? Żurawie? "Dziewczyny płaczą, bo skończyło się już lato" - zanuciłam piosenkę Magdy Umer. One chyba jeszcze nie odlatują - liczę, że mój ulubiony biolog pocieszy mię. Zaczęło się ściemniać, odwróciłam się więc i nad Juchnowcem wisiał sobie księżyc - nad szkołą, nad kukurydzą, nad pszenicą, nad budynkami...






czwartek, 3 sierpnia 2017

Sierpniu, drogi sierpniu

Melduję Ci, że przyszedłeś w tym roku z upałem wyjątkowym, za którym tęskniłam. Mimo skwaru, bądź trochę jeszcze taki. Wychodzę z domu, podziwiam nową elewację, idę na malutki spacer dookoła szkoły. Jest duszno, chmurzy się na zachodzie, idzie burza. Sprawdzam, jak się miewają jabłonie, wędruję obejrzeć przedszkolny kasztanowiec. Pachnie skoszoną trawą. Chłopcy na boisku grają w piłkę, młodszy się buntuje - słychać wyraźnie. Grusza ładnie zaowocowała, lecą na ziemię pierwsze owoce, wśród nich kłębią się osy. Ostrożnie stąpam, wybieram trzy najzdrowsze gruszki. Jeżeli są niedojrzałe, skończą w piekarniku razem z kurczakiem albo kaczką. Nie mają wyboru. Po drodze zrywam kwiat czerwonej koniczyny na herbatkę. Śliwki węgierki - te, które zaowocowały w tym roku - dojrzewają już. W trawie fioletowe paćki. Świat pachnie gorącym sierpniem, co roku szukam tego zapachu w łąkach, sadach i ogrodach. Jarzębina znów nagle w czerwieni, jak zwykle nie wiadomo kiedy owoce zyskały kolor. Wracam do domu, pachnie miętą z mamowego ogródka, którą zaparzyłam przed wyjściem. Lód, cytryna, trochę miodu, jeżeli lubicie. Pycha. Dzban orzeźwienia. Słodki spokój, wreszcie czuję, że odpoczywam. Kiedy kończę pisać te słowa, o parapet dzwonią pierwsze krople deszczu. Wychodzę jeszcze na balkon i proszę - oto ilustracja do tekstu. Dobrego wieczoru Wam życzę. 




poniedziałek, 24 lipca 2017

Krasnogruda


Jest piątek, 30 czerwca 2017. Mimo, że rok szkolny skończył się tydzień wcześniej, jeszcze pracuję. Jeszcze parę spraw do zamknięcia, parę do przygotowania i wreszcie - amen! Do domu, ogarnięcie, autko i fruuuuuuuu - mój wierny Mundzio sunie dzielnie przez Białystok ku Suwałkom (trochę błądzę, ponieważ centrum zablokowane - Festiwal Bluesa), a dalej przez Sejny (niezmiennie lubię) do Krasnogrudy. 

Byłam już tutaj, mam w głowie to poczucie odcięcia od świata. Stałam na pomoście nad jeziorem Hołny i w wyobraźni wspominałam zdjęcie Czesława Miłosza trzymającego w ręku zdjęcie własne sprzed lat. Stary Miłosz patrzy na młodego Miłosza. Czas się zapętlił. Ten moment, świat dookoła, to nakładanie się czasów i miejsc sprawiło, że właśnie tam, nad jeziorem powstał wiersz "podróż do krasnogrudy", który trafił do mojego ostatniego tomu "pełno światła".

I znów tutaj jestem w dniu urodzin Czesława Miłosza, zaproszona przez Krzysztofa Czyżewskiego szykuję się na czytanie "Traktatu teologicznego". I znów ogarnia mnie spokój. To jakiś czas magiczny, spotkanie rozpoczyna syn Czesława Miłosza, Antoni Miłosz, a potem kolejne części traktatu brzmią w wykonaniu kolejnych i kolejnych osób. Czyta Krzysztof Giedroyć i czyta Darek Szada-Borzyszkowski, czyta spotkana niespodziewanie Janina Joanna Osewska. Słuchają ludzie, słucha jezioro, słucha to niezwykłe miejsce. 

Kończymy. Jeszcze trochę rozmów, wręczam Antoniemu Miłoszowi "pełno światła" - i droga powrotna przez noc. Wrócę tu jeszcze.

   























 
Na zdjęciu (fot. K.Korotkich) czytam właśnie. :) A więcej o miejscu i idei TUTAJ

sobota, 15 lipca 2017

cień


twoja obecność, twoje jestem. ty.
spokojny przy stole, przyglądający się
zaparzaniu herbaty, szykowaniu filiżanek,
nalewaniu herbaty. trzymający w rękach
filiżankę. z zielonym oczekiwaniem
w oczach. tuż obok. za plecami, w objęciach.
najbliżej. a później cień. odtrutka

na nocne bezsenności, na dzienne zabiegania,
na bezradności i bezradości. twój cień
na ciemność, na niemówienie,

na pamięć

Julia Hartwig (1921-2017)

Zmarła wczoraj, w Stanach Zjednoczonych. Za miesiąc skończyłaby 96 lat. Odchodzą Najlepsi, odchodzi epoka.

Dajmonion

Przywoływał go nieustępliwie
i pilnował nocą i dniem
bo wiedział
że zawsze gotów jest do ucieczki

Gdy był już stary
otrzymał w zapłacie jego wierność
i absolutne oddanie

położył się przy jego łóżku
i odszedł razem z nim