niedziela, 6 maja 2018

Zielono mi...

Słoneczny 3 maja, po powrocie z gminnych uroczystości urządzam mały spacer i napawam się tym i owym. Przerażają mnie jarzębiny. Lubię je niezmiernie i jednocześnie mnie przerażają. Dlaczegóż? Otóż poniewóż... Za szybko się robią czerwone. Ledwie przybywa lato, wakacje, a one już nabierają koloru, a to oznacza koniec wakacji... Więc wędrując jednocześnie się nimi - kwitnącymi - zachwycałam i jednocześnie podejrzliwie spoglądałam, czy to nie za szybko się dzieje...












czwartek, 3 maja 2018

Na Szweda! - dzień trzeci i ostatni wyprawy

Zacznijmy dziś znów cytatem z Potopu, w którym to wspomniany już pan Zagłoba o Szwedach powiada:

Srodześmy kilkakroć Gustawa Adolfa w Prusach porazili i jeńców niemałośmy nabrali; tamem ich na wylot przeznał i wszelkie ich sposoby. Nacudowali się nad nimi nasi chłopcy niemało, bo trzeba waszmościom wiedzieć, że Szwedzi, jako to naród ustawicznie w wodzie brodzący i z morza największe ciągnący intraty, nurkowie są exquisitissimi. Tośmy się im popisywać kazali - i co waszmościowie na to powiecie: rzucisz szelmę w jedną przerębel, to on ci drugą wypłynie i jeszcze śledzia żywego w pysku trzyma...


Wielu Szwedów w czasie naszej wyprawy nie spotkaliśmy, ponoć odpoczywali gdzieś w pięknych okolicznościach przyrody. Zostawiłam was wczoraj w Kalmarze, kiedy to ruszyliśmy do portu, żeby wejść na prom i rozpocząć podróż do Gdyni. Znowu trzeba było oczekiwać, później odnalezienie kajuty, długa i spokojna kolacja, w czasie której zawieramy znajomość z czarnoskórym kelnerem. Abel chwali się swoją znajomością języka polskiego: dzień dobry, dobranoc i... k***a mać... Próbujemy rozbudować znajomość naszego ojczystego, zwłaszcza jedna z koleżanek, ale ile zapamięta nasz nowy kolega - nie wiemy. Po kolacji różne prace w grupach większych i mniejszych, trochę na pokładzie, trochę pod pokładem. My - na dyskotece. Tańczę i tańczę, ile mam sił. Po tańcach jeszcze chwila chichów i śmichów i w końcu do łóżka! Rano tradycyjnie budzi nas Rod Stewart:



Śniadanko, zbieramy się - i już wpływamy do portu, poranna Gdynia wita.







I jesteśmy w Polsce, przed nami powrót przez Szymbark i Malbork. Nigdy nie byłam w Szymbarku, a słyszałam sporo o owym domu do góry nogami i jak to błędnik dostaje bzika, kiedy się po nim poruszamy. Sprawdzę to wkrótce. Oprócz tej atrakcji Szymbark stał się czymś w rodzaju szkoły patriotyzmu - i nie tylko. W Centrum Edukacji i Promocji Regionu oglądamy min.: Najdłuższą Deskę Świata, Dom Sybiraka, Bunkier TOW "Gryf Pomorski"czy Największy Koncertujący Fortepian Świata. Uczucia mam mieszane, bo to, co ważne, przemieszane z nieważnym a sensacyjnym. Za dużo wszystkiego i zbytni bałagan, aż chciałoby się rozdzielić pewne rzeczy. Ale miejsce z pewnością jest niezwykłe i zaskakujące. Na koniec degustacje w miejscowym browarze oraz dom do góry nogami.







Malbork - znany i wielokrotnie przeze mnie oglądany, zawsze zachwyca. Wpadamy w ostatniej chwili przed zamknięciem bramy. Tym razem bez przewodnika, tylko przypomnienie, spacer. Sezon się zaczyna, już pojawiają się stragany z pamiątkami. Tłumy ludzi - wspominam opustoszałe ulice szwedzkich miasteczek... Wracamy.











W autokarze rozmowa. Ktoś przegląda wiadomości. Ktoś pyta, czy coś ciekawego słychać. Zaraz, zaraz, wiadomości ze Szwecji... Otóż Szwecja odetchnęła po wizycie polskich turystów. Mieszkańcy już odważyli się wyjść na ulice...

Wracamy śpiewając, śpiewając i śpiewając... Wybaczcie. ;)

Dziękuję za wspólne wędrowanie.


środa, 2 maja 2018

Na Szweda! - dzień drugi, część druga

Kiedy wczoraj opublikowałam na blogu opowieść z połowy pierwszego dnia, zdałam sobie sprawę, że zgubiłam jeden motyw. Przyczyna była prosta - nie zrobiłam zdjęcia i ulotna pamięć nie zarejestrowała, o zgrozo, literackiego motywu! W Karlskronie, niedaleko Amiralitetskyrkan, czyli Kościoła Admiralicji, jest mały pomnik Nilsa Holgerssona wybiegającego z otwartej księgi i tablica upamiętniająca pierwszą kobietę-noblistkę, Selmę Lagerlöf oraz jej powieść "Cudowna podróż". Ktoś mi zrobił zdjęcie przy pomniku, jeżeli do mnie dotrze, wrzucę je tutaj. Zaś informacje o największej drewnianej świątyni w Szwecji znajdziecie w Wikipedii. Zwróćcie uwagę na figurę żebraka Rosenboma z odchylanym kapeluszem. :)

Sfotografowałam natomiast znajdującą się nieopodal kościoła, w parku Amiralitetsparken zabytkową dzwonnicę Amiralitetsklockstapeln (jak to wypowiedzieć?!), której dzwony są zsynchronizowane z Kościołem Admiralicji. 


Uzupełniłam zapomnianą część wędrowania i możemy ruszać w dalszą drogę. Przed nami Stortogret, czyli Wielki Rynek, największy rynek w Skandynawii o powierzchni 2 ha. W jego centrum znajduje się XIX-wieczny pomnik króla Karola XI. No za przystojni ci Szwedzi to nie byli - słyszę komentarz jednego z uczestników wycieczki... Za chwilę sami ocenicie, czy to prawda. :D

Obok pomnika, przy rynku, mieści się też neogotycka wieża ciśnień, w której obecnie ma swoją siedzibę prywatne muzeum sztuki rodu Kulenoviców. Wyczytałam, że w podziemiach wystawiony jest budzący kontrowersje obraz Madonny z Dzieciątkiem, który podobno namalował Leonardo. Szkoda, że nie mogliśmy go zobaczyć. Tutaj znajduje się Kościół Trójcy Świętej, okrągły budynek z dachem kopułowym, który jest nietypową dla Szwecji konstrukcją (znowu nie zrobiłam zdjęcia!), Kościół Fryderyka oraz Ratusz - dziś budynek sądu.




Teraz czeka na nas Muzeum Marynarki Wojennej - Marinmuseum, pięknie położone, wchodzące swoją bryłą w morze. Historia Szwecji nierozerwalnie wiąże się z Bałtykiem, oglądamy kolekcje związane ze sztuką budowy okrętów, przepiękne modele żaglowców i nie tylko, zwiedzamy okręt podwodny (spełnia się marzenie pewnej osoby ;)). Zachwyca mnie kolekcja rzeźb galionowych i zabytkowe okręty przed budynkiem muzeum. Zdjęcia zrobię po zwiedzaniu, kiedy wyruszymy w krótki rejs promem na wyspę Aspö i w czasie powrotu zachwyci mnie panorama portu.




Wyspę Aspö zamieszkuje około 500 osób i kursuje tam bezpłatny prom. Podróż trwa pół godziny w jedną stronę, płyniemy bez wysiadania na wyspie, w tę i z powrotem, podziwiamy widoki, a że lekko kołysze, urządzam sobie 15-minutową drzemkę. Przypominam, że w nocy nie było wiele czasu na sen.









Jedną z atrakcji południowej Szwecji jest ponadsześciokilometrowy most łączący ze stałym lądem wyspę Olandię. W drodze podziwiamy widoki, natura Szwecji jest zachwycająca, ale doskonale widać, że jeszcze nie nadeszła pełna wiosna - niewiele liści na drzewach, za to wszędzie przecudnie kwitnące zawilce - ogromne połacie zawilców wszędzie i wszędzie. Stokrotki zaś identyczne jak w Polsce. :)


 








I wreszcie Kalmar. Tereny zamieszkałe w czasach prehistorycznych, a źródła pisane o mieście pochodzą z XI wieku. Najstarsza pieczęć miasta pochodzi z okresu od 1255 do 1267, co czyni ją najstarszą pieczęcią Skandynawii. Zatrzymujemy się przy pięknej katedrze, spacerujemy po uliczkach Kalmaru, a na koniec docieramy do kalmarskiego zamku z zachwycającym widokiem na morze.












I... to wszystko... Jeszcze wskoczymy do sklepu i wydamy korony na kawę, herbatę i czekolady ze słonymi migdałami i słonym karmelem i - czas na prom. Ale o podróży i dniu trzecim - w następnym odcinku.